Co NAPRAWDĘ warto przywieźć z Włoch, by tworzyć w Polsce swoją “piccola Italia”?

Pamiętam taki moment. Jesteśmy we Włoszech, ostatni dzień urlopu. Słucham o tym, że jutro trzeba wracać, że w Polsce będzie zimno i że znów do pracy. Już otwieram usta żeby powiedzieć, że- no tak, kurde, kiepsko- ale zatrzymuję się w pół słowa. Czuję, że to byłoby kłamstwo i że ja w sumie cieszę się na ten powrót.
W plecaku mam już książkę kucharską z włoskimi przepisami, które chcę wypróbować w mojej kuchni. 
Mam też kawę, którą poczęstuję moją przyjaciółkę, gdy mnie odwiedzi.
Włoski Instytut Kultury w Krakowie zapowiedział prezentację książki o Neapolu, na którą czekam…

Dociera do mnie, że lubię tę moją “włoską” codzienność w Polsce, bo stworzyłam w niej miejsce dla ludzi i na rzeczy, do których chcę wracać.

***

Przypomniałam sobie o tym na nowo dzięki Dominice z bloga OchMilano! która zaprosiła nas do wywiadu i zadała takie pytanie:

“Wielu Polakom wydaje się, że aby poczuć klimat Włoch trzeba koniecznie je odwiedzić. Czym zainspirowałabyś niedowiarków-italomaniaków żeby sprowadzić Włochy do Polski bez konieczności podróżowania?”

Pomyślałam sobie, że przecież właśnie trzeba odwiedzić! Nie po to, żeby kupić słodycze czy wino. Te poprawią humor tylko na chwilę.
Trzeba pojechać, żeby zobaczyć, co naprawdę nas tam zachwyca, za czym najmocniej tęsknimy i pomyśleć, jak przywieźć to ze sobą do domu.

Powroty nie będą wtedy już tak trudne, a rzeczywistość szara, bo stworzymy sobie codzienność, od której nie trzeba uciekać i do której chce się wracać.

Są takie rzeczy, na które nie mamy wpływu. Nie mamy tyle słońca, a widoki rodem z Positano mogą cieszyć nasze oko najwyżej jako fototapeta w salonie.
Na tym się nie skupiamy.
Niech nasza polska szklanka choć dzisiaj będzie w połowie pełna, nie pusta.

***

Co najbardziej zachwyca Cię we Włoszech?
Co Cię pasjonuje?
Czego Włochom zazdrościsz?
Czego po powrocie brakuje Ci w Polsce?

Tęsknisz za włoskim luzem?
Może to znak, że pora wykreślić z kalendarza połowę rzeczy “do zrobienia”, wpisać tam “czas dla siebie”, zaplanować poobiednią drzemkę?
Może to nie tak, że tylko Włosi potrafią odpoczywać, może raczej to ja nie umiem?

Lubisz słuchać rozmów, podglądać gesty i życie towarzyskie Włochów?
Może warto przygotować włoskie aperitivo i zaprosić do siebie przyjaciół zamiast oglądać ich zdjęcia na Instagramie?

Lubisz włoską żywiołowość i optymizm?
Może pora przestać być wiecznie takim “serio” i zacząć śmiać się głośniej, najlepiej z siebie? Przestać narzekać na ponure miny ludzi w porannym tramwaju.
Prawda niewygodna jak kamyk w bucie mówi, że to, co przeszkadza nam w innych to cechy, które sami mamy. Może więc to nie inni mają się do mnie uśmiechać tylko to ja powinnam w końcu zacząć?

Uwielbiasz włoskie dania, proste składniki i dobre jedzenie?
Jak często przygotowujesz je w domu? Czytasz skład tego, co jesz?

Zachwycasz się włoskim stylem i elegancją?
Kiedy więc wyciągniesz z szafy swoją  najlepszą sukienkę i pójdziesz w niej do biura zamiast wiecznie czekać na “specjalną okazję”?

Rozczulają Cię włoscy staruszkowie siedzący na piazza?
A gdyby tak zagadać do starszego sąsiada, zaproponować zakupy? Może ta pani z naprzeciwka ma w zanadrzu wiele ciekawych historii tylko nikt nie chce ich słuchać.
Może ten starszy pan też by chciał, wzorem włoskich dziadków, pograć sobie w karty, tylko nie ma z kim.

Lubisz zwiedzać, chodzić do muzeów, podziwiać barokowe kościoły?
Ile z nich widziałeś w swojej okolicy? Kiedy ostatni raz byłeś turystą w swoim mieście?

***

Tak łatwo zachwycamy się tym, co włoskie… we Włoszech. Chwalimy włoską mentalność i podejście do życia. Chcemy mieć to co oni i być jak oni. A ja myślę sobie, że udawania Włochów wcale nam tu nie trzeba. Wystarczy mieć entuzjazm italofila będącego w Italii. Nie gubić tego uśmiechu, zachwytu i ciekawości w chwili lądowania.

Od kiedy zaczęłam wprowadzać włoskie elementy do mojej codzienności, powroty z urlopu przestały być problemem. Stworzyłam przestrzeń, w której włoskości jest tyle, na ile sama sobie zapracuję. Chyba nieźle mi wychodzi, bo wciąż wiele osób myśli, że piszę z Włoch. Tak, z mentalnych.

***

No więc jak to jest z tym tworzeniem w Polsce swojej “piccola Italia”? Co warto przywieźć z Włoch, by mieć ją na co dzień i co my zabieramy do domu?

Kupujemy włoskie produkty- wino, oliwę, lokalne przysmaki. Celowo się na nich nie skupiamy, bo te przywiezione z Italii znikają po chwili. Wino otwieramy do kolacji, słodyczami obdarowujemy przyjaciół.
To, co dla nas ważniejsze to rzeczy i zwyczaje, które towarzyszą nam na co dzień:

– poranne espresso przygotowane w kawiarce. Od kiedy mam w domu tę neapolitańską, moja przyjaciółka prosi tylko o taką kawę, gdy mnie odwiedza;

– wieczorne aperitivo, które robimy co piątek na rozpoczęcie weekendu;

– włoskie książki i przepisy kulinarne, by odtworzyć w domu smaki poznane w podróży. To, co importowaliśmy sobie z Włoch do Polski to podejście do składników. We włoskich daniach jest ich mało, więc ich jakość to podstawa;

– szukamy włoskości, gdzie się da. W filmie, książce, muzyce, w sztuce, we własnym mieście. Jest jej u nas od groma. Piszemy o niej blog, a tematów nam nie brakuje, bo tworzymy codzienność, która nas inspiruje.

Mamy to, na co pracujemy i dzielimy się tym z innymi. Bo nawet najlepsze włoskie wino kiepsko smakuje, gdy pije się je w samotności.

***

No więc, co Ciebie zachwyca we Włoszech?
Za czym tęsknisz po powrocie?
Który włoski zwyczaj chciałbyś wprowadzić do swojej codzienności?

***

To nasz setny wpis na blogu. Jeśli doszedłeś do tego miejsca, to chcemy podziękować Ci za to, że z nami jesteś. Bez Twojej obecności, wsparcia, komentarzy i wiadomości nie doszlibyśmy do tego punktu. Grazie mille!

kawacaffe

 

 

 

Co warto przywieźć z Włoch według Ciebie? Jeśli uważasz, że ten tekst może zainspirować Twoich znajomych, podziel się nim. Grazie!
Chcesz być na bieżąco? Zerknij na nasz profil:
* na Facebooku lub
* na Instagramie.

 

  • Bożena Krakowska

    Fajny, inspirujący wpis, gratuluję.Zgadzam się z Wami, nie ma co rozpamiętywać, tęsknić i czekać do kolejnego wyjazdu, trzeba żyć tu i teraz i fundować sobie małe przyjemności czy to na włoską , czy inną nutę, co kto lubi, żeby poczuć się szczęśliwym.

    • To prawda. Wyjazdy to tylko krótkie epizody w naszej codzienności. Szkoda zmarnować tyle chwil na odliczanie do czegoś, co w rzeczywistości może nie nadejść albo nie spełnić naszych wymyślnych oczekiwań

  • Kłaniam się w pas za to, że zainspirowałam Was do tego wpisu, robiąc to całkiem nieświadomie 😉 Życie nie polega na odliczaniu od wyjazdu do wyjazdu, ale na szukaniu jasnego światła każdego dnia ❤️

    • Otóż to! Za inspirację dziękujemy po stokroć i pozdrawiamy z zimowego Krakowa. Dziś tego jasnego światła musimy szukać tu wyjątkowo mocno ;)

  • mądrze napisane :)

  • Tak czytam ten tekst i mogłabym go dopasować do siebie, z małą różnicą, by Włochy zamienić na Polskę :). Ja też staram się odnaleźć w Italii moją piccola Polonia i czasem mi się to udaje. Swietny wpis, jak zwykle :).

    • Dzięki wielkie, Sabina! A co “polskiego” odnajdujesz w Italii? Jakie polskie zwyczaje wprowadzasz u siebie w domu?

      • Bardzo wiele, od polskich tradycyjnych śniadań, potraw, tradycji świątecznych czy tak prozaicznych spraw, jak zdejmowanie butów w domu (to oczywiście dotyczy domowników, a nie gości). Mąż też stał się trochę taki “polski”, w tym sensie, że nie przeszkadza mu ta nasza polskość, a wręcz przeciwnie, uwielbia ją.

        • To trochę podobnie do Alfonso po 9 latach mieszkania tutaj:)
          On też woli polskie śniadania “na słono” i przywyknął do ściągania butów, gdy idzie w gości.

  • Od jakiegos czasu moim celem było zdobycie neapolitańskiej kawiarki. Juz wiem, że ją mam, kupioną w Neapolu przez znajoma która po raz kolejny odwiedziła to miasto… tylko musze ją odebrać… może jutro wypiję pierwsza w moim życiu neapolitańska kawę… a na ten blog trafiłem szukając informacji jak tym pieroństwem się posługiwać :)

    • haha:) Akurat wczoraj robiłam w domu zdjęcia do ilustrowanej instrukcji obsługi. Pojawi się u nas na Facebooku w połowie przyszłego tygodnia:)