Krótkie formy. Historia jednej fotografii

Historia jednej fotografii.
Każde zdjęcie coś nam mówi, najczęściej o nas samych.
Tekst po włosku: http://www.kawacaffe.pl/la-storia-di-una-foto/

***

Como Historia jednej fotografii

25 marca 2011 r., Como.
Z każdej strony słyszymy o tym, że trzeba działać, ludzie sukcesu to ludzie czynu. Od kilku zapracowanych i zmęczonych osób usłyszałam „Jak umrę to się wyśpię/odpocznę.” Odpoczynek staje się luksusem.
Czasem sama łapię się na tym, że po beztroskim dniu wracam do domu i myślę sobie, że „nic” dzisiaj nie zrobiłam (!)

Spójrzcie tylko na tych panów ze zdjęcia. Jak pięknie robią „nic”!
Dostarczają sobie dzienną dawkę witaminy D siedząc w słońcu.
Odpoczywają, obniżając w ten sposób ciśnienie krwi. Był też rower, a więc i ruch dobry dla serca.
Dbają o relacje z przyjaciółmi znajdując dla nich czas.
Omawiają bieżącą sytuację, komentują decyzje trenera ulubionej drużyny, bo dbają o swoje zainteresowania.

Kochani, radości z robienia takiego „nic”.
Na dziś, na jutro, na resztę życia!

***

Etna Historia jednej fotografii

Nasz pierwszy wspólny wyjazd do Włoch. Etna, 24 maja 2015 r.
Wczoraj napisałam na blogu, że nie jest łatwo być ojcem niezależnej córki. Dzisiaj dodam- partnerem niezależnej dziewczyny też nie;)
Takiej, co to na wstępie mówi, że kocha podróże solo, więc raz w roku wybierze się gdzieś sama na urlop. I kocha Tatry, więc co jakiś czas pójdzie w nie sama z plecakiem i będzie spać w schroniskach.
Zawsze wydawało mi się, że to „ja”, „sama” i „moje” to synonimy tego, co najlepsze.
Tymczasem podróżowanie z Alfonso pokazuje mi, że zachwyt dzielony z drugą osobą wcale nie zmniejsza się o połowę, tylko mnoży razy dwa. Zawsze byłam kiepska z matematyki. Na szczęście spotkałam dobrego nauczyciela.

Dzisiaj- w dniu jego urodzin- życzę mu wielu podróży i podwójnych zachwytów.
Wierzę, że te najlepsze z najlepszych ciągle są jeszcze przed nami.

***

Pociągiem po Apulii

11 października 2014 roku, południe Apulii.
O której godzinie odjeżdża pociąg? O godzinie „Kiedy odjedzie, odjedzie.”
Czekam na rozgrzanej słońcem stacji. Przyjeżdża, wsiadam, przez uchylone okna wpada do wagonu zapach ziół z pobliskich pól.
Jeden z tych dni, gdy nic nie poszło zgodnie z planem. Powinnam być zła, a czuję spokój.

Lubię uczyć się o sobie w podróży. Na przykład tego, że wcale nie mam potrzeby planowania wszystkiego od A do Z; że coś może nie iść zgodnie z planem i to jest ok; że potrafię cieszyć się małymi rzeczami.
Umieć odpuścić i cieszyć się chwilą. Ciągle się tego uczę, ciągle lepiej wychodzi pod włoskim słońcem.

***

Neapol Historia jednej fotografii

Neapol, 29 października 2014 roku.
Neapol jest jak wyniosła panienka, do której podchodzi młody chłopak i mówi „Podobasz mi się, chciałbym Cię poznać”, a ona parska śmiechem i odpowiada „Ty chcesz mnie poznać? Ty?!
No to musisz się trochę postarać.”

Miasto najlepiej poznawać z perspektywy dziecka, które chce wszędzie wejść. Uchylona brama, a za nią ukryty przepiękny palazzo; zniszczone drzwi, a w środku piękny kościół.

I panienka uśmiecha się delikatnie. „Myślałam, że jesteś jak inni, ale Tobie chyba naprawdę zależy.”

***

Positano

Positano, 30 października 2014 r.
To moje ulubione „selfie” z podróży.
Ja, aparat położony na kamieniu i zachód słońca w Positano.
Uwielbiam podróże solo i uważam je za najlepszy prezent, jaki mogę sobie podarować.

Kiedy byłam singielką i mówiłam, że jadę na urlop sama, niektórzy patrzyli na mnie ze współczuciem. No tak, „biedna, sama jesteś to z kim masz jechać.”
Od kiedy jestem z Alfonso i mówię komuś, że jadę solo, też patrzą z niedowierzaniem. „A co Alfonso na to, że jedziesz sama? Pozwala Ci?”

Jak często rezygnujesz z realizowania swoich marzeń z powodu ograniczeń obecnych w czyjejś głowie?
Nie Twojej.
To, że ktoś nie potrafi wyobrazić sobie, że miałabyś coś zrobić to jego sprawa. Najważniejsze, żebyś Ty potrafiła zobaczyć to oczyma swojej wyobraźni. W końcu to Twoje marzenie.
Może spełnisz je tego lata?

***

Alghero Historia jednej fotografii

Czasem wystarczy jakiś dźwięk, jedno zdanie, konkretna potrawa, które sprawiają, że na zawsze kojarzymy je z jakimś miejscem.
Rok temu w Alghero spacerowaliśmy o zachodzie słońca po murach miasta. Jakiś pan w tym momencie zaczął śpiewać piosenkę Lucio Battisti: „W świecie, który jest więźniem, ja i ty oddychamy wolni.”
Ta piosenka już zawsze będzie kojarzyć mi się z tamtym wieczorem. Dziś słucham jej znowu, na powitanie lata: https://youtu.be/it3K7OmAUpU

***

Aperitivo Historia jednej fotografii

Syrakuzy, maj 2015 roku, nasze aperitivo przed wieczornym wyjściem na miasto.
Trochę oliwek, wina, chleb, pomidory, ser, salami. Nic takiego. Nic, czego nie można powtórzyć w domu.
Kiedy tęsknimy za Italią, najczęściej tęsknimy za prostymi rzeczami. Jednocześnie tak mało robimy, by wprowadzić je do swojej codzienności. Wolimy żyć od wyjazdu do wyjazdu. Tęsknić i narzekać.
Lubię przeglądać zdjęcia z podróży. Robię to po to, by przypomnieć sobie, co mnie wtedy ucieszyło i czy mogę to powtórzyć. Tutaj. W końcu „Włochy” to także stan umysłu.

***

Noto Sycylia

Jest 27 maja 2015 roku, jesteśmy w Noto. Właśnie weszliśmy na dzwonnicę kościoła San Carlo i stąd podziwiamy piękną panoramę miasta. Jest ciepło, wieje wiatr. „To mógłby być temat naszego pierwszego wpisu- barokowe miasta Południa” mówię do Alfonso.
Tak robimy. Dwa lata temu, 5 czerwca 2015 roku, opublikowaliśmy nasz pierwszy post, znajdziecie go tutaj

***

Alberobello Historia jednej fotografii

Październik 2014 roku, Alberobello.
Jestem ciekawa, jak trullo wygląda w środku. Wchodzę do jednego z nich tuż za grupką zwiedzających. Rozglądają się, robią zdjęcia i wychodzą. Zostaję tylko ja i ta pani. Prosi, żebym usiadła i chwilę rozmawiamy. Gdy zabieram się do wyjścia mówi: „Zrób mi zdjęcie”. Trochę mnie to zaskakuje, ale spełniam prośbę i żegnamy się.

Każdy z nas nosi w sobie potrzebę, by poczuć się ważnym dla drugiej osoby. „Zrób mi zdjęcie”. Popatrz na mnie; zapamiętaj, że byłem; usiądź obok; mam Ci coś do powiedzenia…
Najlepsze historie w podróży opowiadają nie zdjęcia, ale ludzie.

***

Sorrento Historia jednej fotografii

23 października 2013, Sorrento.
Na ten dzień zaplanowałam sobie wycieczkę do Sorrento.
Niby proste, ale pomyliłam pociągi i zajechałam na końcową stację w jakimś miejscu, którego nazwy nie pamiętam. Wsiadłam więc w pociąg powrotny, który zatrzymywał się w Pompejach i stwierdziłam, że to dobra okazja, by je zwiedzić.
Koniec końców do Sorrento dotarłam dopiero pod wieczór.

To zdjęcie przypomina mi, o czym wtedy pomyślałam: To, że coś nie idzie zgodnie z planem, nie oznacza, że idzie w złym kierunku.
Mogę mieć cel, iść do niego ślepo jak koń z klapkami na oczach i buntować się, gdy coś nie idzie po mojej myśli.
Mogę też odpuścić i zobaczyć, gdzie mnie to zaprowadzi. Może okazać się, że dojdę tam, gdzie chciałam, tylko inną, ciekawszą drogą.

***

Etna Historia jednej fotografii

Jest 24 maja 2015 roku, Etna.
Rano na parkingu w Katanii czeka na nas nasz przewodnik Pippo. Mamy polar i lekkie kurtki, ale on wie, że przy aktualnych warunkach będzie zimno, więc do samochodu spakował dla nas kurtki zimowe.
Jest pochmurno, zero widoków, ale on uspokaja, że o 13:00 zobaczymy szczyt Etny i ślady erupcji, która miała miejsce dwa dni wcześniej.

Docieramy o czasie we wskazane miejsce, nic nie widać. Pippo uśmiecha się:
„Za moment wiatr zmieni kierunek, zobaczycie wszystko”.
I faktycznie. Około 13:00 zaczyna wiać przeciwny wiatr, a pomiędzy chmurami zaczyna ukazywać się szczyt Etny.
To pierwsze zdjęcie, jakie mu wtedy zrobiliśmy.

***

Isola della Gaiola Historia jednej fotografii

Jest 6 października 2014 roku.
Na plażę przy Isola della Gaiola docieram tuż przed zachodem słońca. Okazuje się, że jest zamknięta, ale ja tak bardzo uparłam się żeby zobaczyć tę wyspę, że przechodzę przez płot. Nie ja jedna. Na plaży siedzi już grupka ludzi, którzy z tortem i szampanem świętują urodziny niejakiego Ciro. „Chodź, zaśpiewasz z nami” zaprasza mnie jedna z dziewczyn. No więc dołączam, śpiewam „Tanti auguri a te”, piję szampana i patrzę, jak nad Isola della Gaiola powoli zachodzi słońce…

***

Apulia Historia jednej fotografii

Jest 11 października 2014 roku, Apulia.
Na stacji kolejowej w Lecce poznaję pana Salvatore. Pomaga mi wsiąść do właściwego pociągu, jedziemy razem kilka stacji w kierunku Gallipoli. Pięknie opowiada o swojej żonie, która czeka w domu i o tym, że niedługo będą świętować 34. rocznicę małżeństwa. Bardzo przypomina mi mojego tatę, on też był z mamą przez 34 lata.
Pan Salvatore martwi się, że podróżuję sama, prosi, żebym co wieczór wysyłała mu sms z potwierdzeniem, że wszystko u mnie w porządku. Mój apulijski anioł stróż.
Nie spotkaliśmy się już więcej, to moja wina. Do dzisiaj żałuję i dobrze, bo to dobry żal. Z tych co to dają lekcję, której się nie zapomina, że największą wartością w podróży jest spotkanie z drugim człowiekiem.
Panie Salvatore, gdziekolwiek Pan jest, pamiętam.

***

Padwa Historia jednej fotografii

Jest 2 sierpnia 2006 roku, Padwa.
To zdjęcie zdjęcia, bo wtedy jeszcze podróżowałam z aparatem na kliszę (są na sali osoby, które pamiętają te czasy?).
To nie Włochy były wtedy celem mojej wyprawy tylko Francja. Zatrzymaliśmy się w Padwie jedynie na krótkie zwiedzanie, by potem ruszyć dalej. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam włoski na żywo i przepadłam. Wróciłam do autokaru i powiedziałam do dziewczyny siedzącej obok, że po wakacjach zapisuję się na kurs językowy.

„La serendipità”. Szczęśliwe, przypadkowe odkrycie.
Dla mnie to zdjęcie, jak żadne inne, przypomina starą prawdę, że nie tyle cel jest ważny co droga. Nigdy nie wiadomo, gdzie nas zaprowadzi i czego nowego dowiemy się o sobie.

***

Historia jednej fotografii

Jest 18 lutego 2013 roku, Florencja.
Kilka tygodni wcześniej wstrząśnięta-niezmieszana podzieliła się na swoim blogu pomysłem wspólnych podróży z „krasnalem”. Ona chwilowo nie podróżuje, więc jeśli czytelnicy bloga gdzieś się wybierają, mogą zabrać ze sobą miniaturki jej zdjęć, opisywać wrażenia i po powrocie podzielić się z nią relacją ze „wspólnej” podróży.
Zgłaszam się i zabieram „krasnala” do Florencji. Fotografuję, opisuję i przy okazji dobrze się bawię.

Wtedy było to dla mnie tylko ciekawe urozmaicenie samotnego wyjazdu. Dzisiaj widzę w tym pomysł na piękny prezent-niespodziankę dla bliskiej osoby, która nie może podróżować, na przykład z powodu choroby.
„Zobacz, byłeś tam ze mną. Jak tylko wszystko się ułoży, naprawdę pojedziemy tam razem…”

***

baba Historia jednej fotografii

Jest 11 października 2013 roku, Rzym.
Wracając z kursu włoskiego wstępuję do cukierni i biorę na wynos to ciastko. Wtedy nie wiedziałam, że to nasączona likierem babà. Kiedy więc odpakowałam ją w domu i zobaczyłam, że tacka jest mokra, pomyślałam, że lodówka w cukierni zepsuła się i rozmroziła. Chciałam nawet wrócić tam z reklamacją, ale nie wiedziałam, jak to powiedzieć po włosku. Koniec końców zorientowałam się, że to likier i że tak powinno być.

Czemu to wspominam?
Bo im dłużej podróżujemy, tym łatwiej zapominamy o tym, że też kiedyś zaczynaliśmy. Nie wiedzieliśmy, jak się zachować. Jak coś powiedzieć. Baliśmy się. Z czasem coraz łatwiej przychodzi nam patrzenie na innych z góry, wyśmiewanie ich obaw, “życzliwe” zdziwienie, że czegoś nie wiedzą. Dość cienka jest linia pomiędzy własną ignorancją początkującego a arogancją wobec tych, którzy są krok za nami. A ja chcę pamiętać o tej babà i o tym, że chciałam ją zwrócić myśląc, że jest mokra od wody z rozmrożonej lodówki…
P.S. Swoją drogą wyobrażacie sobie minę kelnera, któremu ją oddaję? “Panie, co mi Pan tu daje? Może i jestem turystką, ale to nie znaczy, że się nie znam?” O tak, bariera językowa bywa błogosławieństwem! Kto wie, ilu głupot w życiu nie powiedziałam tylko dlatego, że nie znałam odpowiednich słów?

***

Wenecja Historia jednej fotografii

Jest 24 stycznia 2017 roku, Wenecja, okolice Bazyliki Santa Maria della Salute.
Gdy robię to zdjęcie, obok mnie przechodzi para.
On (ustawia aparat w telefonie): „Federica, zrobię Ci zdjęcie!”
Ona (szuka czegoś w torebce): „Zaczekaj, sprawdzę najpierw, która jest godzina.”
On: „Ale kogo obchodzi, która jest godzina? Przecież jesteśmy na wakacjach!”

Zwalniam kroku, nie muszę nigdzie biec. Jestem przecież na urlopie, a nie na wyścigu.
A gdyby tak schować zegarek głęboko do kieszeni i dać sobie tyle czasu na cieszenie się chwilą, ile właśnie potrzebujemy?

***

Rzym Historia jednej fotografii

Jest 6 października 2013 roku.
To widok z okna mieszkania, które wynajmuję w Rzymie. Przez chwilę będę czuć się jak Włoszka. Będę wieszać swoje pranie na balkonie, będę rozmawiać o pogodzie z sąsiadką czekającą na windę, będę pić espresso w barze na dole, a barman będzie codziennie życzył mi dobrego dnia…
Kiedy myślę o tym, co naprawdę urzeka mnie we Włoszech, myślę o codzienności i o tych drobiazgach. 
Ale właściwie co w nich jest takiego wyjątkowego? Nic.
Jeśli podobają mi się rozmowy przy windzie to dlaczego w moim bloku częściej w ciszy liczę piętra zamiast zapytać sąsiada, co u niego?
Jeśli tak zachwyca mnie pranie czemu nie doceniam swojej zwykłej codzienności?
Mentalnie Włochy to stan umysłu, a nie konkretne miejsce. Ciągle muszę sobie o tym przypominać

***

Sardynia Historia jednej fotografii

Jest 16 czerwca 2016 roku. Wracamy ze Stintino do Alghero. Jesteśmy zmęczeni z powodu upału. W autobusie jest cicho. Zaraz zaśniemy. Nad nami latają anioły…

***

Neapol Historia jednej fotografiiJest 19 października 2013 roku. Mój pierwszy dzień w Neapolu. Nic nie wiem o tym mieście, nie mam mapy ani planów. Wyszłam na spacer prosto przed siebie. Zgłodniałam, więc siadam na ławce i jem zeppolę. Ludzie jakoś dziwnie patrzą. Może się ubrudziłam?
Za dwa dni mój przewodnik z Couchsurfing poprosi, żebym, wracając do hotelu, szła główną ulicą i stanowczo odradzi pójście prosto, bo to niebyt bezpieczna część miasta. Zrozumiem wtedy, że to “prosto” to miejsce mojego pierwszego spaceru. Na szczęście w tym momencie o tym nie wiem i w spokoju delektuję się moim pierwszym neapolitańskim deserem.

 

 

Dziękujemy Ci za to, że jesteś tu z nami i słuchasz naszych historii. Jeśli chcesz, podziel się swoimi, jesteśmy ich ciekawi.
Jeśli chcesz pozostać na bieżąco, zerknij na nasz profil:
* na Facebooku lub
* na Instagramie.

  • Klaudia Żankowska

    Piękne historie! Uwielbiam robić zdjęcia, między innymi dlatego, że przypominają mi o pięknych momentach w moim życiu. Ty i Alfonso jesteście piękną parą, życzę Wam wszystkiego dobrego ;*
    http://hamster-and-life.blogspot.com/