O jednej rzeczy, którą chciałabym odziedziczyć po mamie + przepis na pasticcini vesuviani

Kuchnia w moim rodzinnym domu, pierwsza szafka od okna po lewej, ostatnia szuflada od dołu. To tam znajduje się rzecz, którą chciałabym odziedziczyć po mojej mamie.
Jej zeszyt z przepisami.
Gruby, trochę podniszczony, z dziesiątkami przepisów zapisanych ręcznie i wylatującymi wycinkami z gazet.
Historia naszych rodzinnych obiadów, przyjęciowych sukcesów i pewnie niejednego potknięcia, bo moja mama gotowania zaczęła uczyć się dopiero jako mężatka. Po cichu marzę, że kiedyś ta historia znajdzie się w mojej kuchni, tak samo pachnącej ciastem.

Mam słabość do książek kucharskich. Nie tych nowych, ale takich już przez kogoś wykorzystanych. Posklejanych, przekazywanych z pokolenia na pokolenia, z pozaginanymi rogami, które świadczą o tym, że jakiś przepis się sprawdził i stał się częścią rodzinnej tradycji. Taką właśnie książkę dostałam od mammy Alfonso i moja ci ona, nie oddam! No, może kiedyś:)

Tymczasem dzielimy się dobrem i przygotowujemy Pasticcini vesuviani według włoskiej receptury. Przepis mało znany, ale takich właśnie szukamy.

Przepis na Pasticcini vesuviani

pasticcini vesuviani

Składniki na kruche ciasto:

mąka- 400 g
masło- 200 g
3 jajka
cukier- 200 g
szczypta soli

Składniki na nadzienie:

jabłka odmiany annurca lub renetta- 6/7 sztuk
odrobina masła
skórka z pomarańczy
rodzynki sułtańskie- 30 g
cukier- 3 łyżeczki
kieliszek rumu (pominęłam).

Przygotowanie:

Jabłka obieramy, kroimy na plasterki. W garnku rozgrzewamy masło, wrzucamy kawałki jabłek, dodajemy skórkę z pomarańczy, rodzynki i cukier, gotujemy na małym ogniu aż będą miękkie, ale nie rozgotowane.

Foremki do pieczenia* smarujemy masłem i wylepiamy przygotowanym już kruchym ciastem. Z nadzienia z jabłek wyjmujmy skórkę z pomarańczy i napełniamy nim foremki. Górę przykrywamy krążkiem wyciętym z kruchego ciasta, w którym robimy otwór, pieczemy w piekarniku o średniej temperaturze**.

Przed podaniem podgrzewamy rum, polewamy pasticcini i zapalamy.

* Użyłam ceramicznych, dość dużych kokilek. Z połowy składników wyszło mi 5 dużych pasticcini. Jeśli użyjecie tradycyjnej formy na muffiny, na pewno wyjdzie Wam więcej sztuk.

** U mnie czas pieczenia to ok. 40 minut w temp. 180 stopni. Gdy góra się upiekła, wyjęłam pasticcini z kokilek i odwróciłam żeby dopiekł się jeszcze spód.

Jeśli wypróbujecie ten przepis, podzielcie się wrażeniami.

A presto,

kawacaffe

 

 

 

Poprzednie wpisy z serii #pasticceriakawacaffe:
1. Brzoskwinie nadziewane migdałami;
2. Kruche ciasteczka- Margheritine di Stresa;
3. Ciasto z Arignano z ciasteczkami Amaretti.

Chcesz pozostać na bieżąco? Zerknij na nasz profil:
* na Facebooku lub
* na Instagramie