#solodoWłoch Bolonia na weekend

Bolonia była moim celem na tegoroczny, styczniowy wypad #solodoWłoch.
Zanim ruszyłam, poczytałam trochę o mieście i ciekawostkach z nim związanych.

Wiedziałam, że słynne bolońskie portyki to efekt powiększania części mieszkaniowej budynków, gdy do miasta zaczęli napływać studenci. Że zerkając przez małe okienko na via Piella zobaczę kanał, jakbym była w Wenecji. Wiedziałam, że jeśli spojrzę na statuę Neptuna pod odpowiednim kątem, wyda mi się, że ma duże przyrodzenie, a to tylko palec jego dłoni. I że mówiąc do jednego rogu w przejściu pomiędzy palazzo Re Enzo i palazzo del Podestà, będę dobrze słyszana w drugim, bo tak to kiedyś wymyślili, by trędowaci mogli się spowiadać…

Czego nie wiedziałam? Że słońce tak pięknie oświetla portyki o każdej porze dnia. Że to miasto pełne studenckiej energii. I że iść do Sanktuarium Madonna di San Luca w botkach na obcasie to pomysł głupi, ale nie niemożliwy do zrealizowania :) Zresztą, zobaczcie sami. Oddaję wam mini przewodnik po Bolonii i jej ciekawostkach.

Nie jest to “kompletny”przewodnik ani gotowy plan zwiedzania, to zapis tego, co przyciągnęło moją uwagę. Nie traktujcie go jako wyznacznika tego, co “trzeba” zrobić lub zobaczyć. Jeśli któreś z wymienionych miejsc was zainspiruje- wspaniale! Dopiszcie go do własnego planu podróży, który uwzględni wasze potrzeby i zainteresowania:)

Bolonia na weekend

Bolonia na weekend – sobota

Kiedy wchodzę na Piazza Maggiore, w Bolonii świeci cudowne, zimowe słońce. Od razu sprawdzam czy historia związana z pomnikiem Neptuna to prawda i zerkam na nią z tyłu. Tak, to prawda. Fontannę w tym miejscu chciał postawić papież Pius IV. Za jej wykonanie odpowiadał Jean de Boulogne znany jako Giambologna. Rzeźbiarz chciał Neptuna z dużymi genitaliami, ale nie dostał zgody. Wykonał go więc tak, że patrząc z tyłu, pod pewnym kątem, palec dłoni Neptuna wygląda jak członek w erekcji. Ponoć ówczesne kobiety gorszyły się patrząc na posąg, więc na jakiś czas Neptunowi założono spodnie.

*

Tuż obok fontanny stoją palazzo Re Enzo i palazzo del Podestà. W przejściu między nimi co rusz ktoś podchodzi do jednego z rogów i coś szepcze. Druga osoba, w rogu po przekątnej, śmieje się i krzyczy, że to działa. Mury przylegające do sklepienia doskonale przewodzą dźwięk, co w średniowieczu umożliwiało spowiedź osób trędowatych bez zbytniego zbliżania się do spowiednika.

Na rogu palazzo Re Enzo wisi ogromny lampion. Od 2012 roku jest on- podobno, bo nie widziałam go zapalonego- światełkiem życia. Lampion jest połączony z bolońskimi szpitalami i za każdym razem, gdy w Bolonii rodzi się dziecko, pracownik szpitala naciska przycisk, który zapala lampę. Tak miasto wita nowego mieszkańca.

W Palazzo del Podestà jest biuro informacji turystycznej. Jeśli macie w planach np. wejście na wieżę Asinelli to tu kupicie bilety wstępu.

Bolonia- Piazza Maggiore i dwie wieże (wyższa to Torre Asinelli)

*

Na Piazza Maggiore znajduje się kościół św. Petroniusza, patrona miasta. Stojąc przed nim, po prawej stronie widzę budynek urzędu, a na nim ogromną statuę podpisaną jako Petroniusz. Tak naprawdę to papież Grzegorz XIII. Napis dodano dla zmyłki. Miał ochronić- lubianą przez mieszkańców- rzeźbę przed ludźmi Napoleona, którzy niszczyli figury papieży, a na ich miejscu stawiali pomniki cesarza.

*

Wchodzę w ulicę Pescherie Vecchie. Klimatyczną, wąską i niezwykle smakowitą, bo zapełnioną warzywniakami, sklepami z wędliną i serami. Jest też Mercato di Mezzo. Mała hala, gdzie można zamówić posiłek na wybranym stoisku i zjeść go przy stołach rozstawionych na środku. Takie miejsca lubię bardziej niż drogie restauracje z wykrochmalonymi obrusami, więc postanawiam, że wrócę tu na obiad.

*

Kupiłam bilet na wieżę- Torre Asinelli- ale mam jeszcze trochę czasu (bilety kupuje się na konkretną godzinę), więc idę w kierunku Piazza Santo Stefano. Dobrze się składa, bo w sobotę i niedzielę jest tu targ staroci i różnych drobiazgów. Sprzedawcy rozstawili stoiska z antykami, płytami i książkami, a ludzie przechodzący między nimi co chwila się pozdrawiają. Widać, że są stałymi bywalcami.

Wchodzę do bazyliki świętego Stefana, nazywanej też “Sette chiese” (siedem kościołów). Z siedmiu zostały cztery, a w środku przechodzi się z jednego do drugiego. Po lewej stronie kościoła głównego stoi rzeźba Matki Boskiej opłakującej Jezusa. Ponoć zrobiono ją z masy papierowej, w której skład wchodziły karty do gry. W czasach gdy hazard był zakazany, policja konfiskowała je, a część z nich- jak widać- wykorzystano w niecodzienny sposób.

*

No dobrze, pora zmierzyć się z wieżą- Torre degli Asinelli, na którą prowadzi 498 schodów. W połowie dziękuję sobie, że przyszłam przed obiadem, a nie najedzona po, bo jest to jednak dość spory wysiłek. Za to widok z góry rekompensuje zadyszkę.

Bolonia na weekend
Bolonia- widok z Torre Asinelli; Piazza Santo Stefano i kompleks “Sette chiese”; katedra św. Piotra; budynki przy viale Aldini

*

No dobrze, po wysiłku zdecydowanie zasłużyłam na porcję makaronu! Wracam na targ przy Pescherie Vecchie i zamawiam klasyk bolońskiej kuchni czyli tagliatelle al ragù bolognese. Zimą doceniam podwójnie takie ciężkie i sycące dania. Zmarznięta siadam w kącie trattorii, zrzucam płaszcz i gruby sweter i zapadam się cała w ciepełku i błogości, które daje talerz gorącego makaronu. Do tego kieliszek czerwonego wina i naprawdę nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia.

*

Ciekawostka: Włosi bardzo poważnie podchodzą do tematu jedzenia. Przepis na makaron tagliatelle złożono w bolońskiej Izbie Handlowej 16 kwietnia 1972 roku. Dekadę później- 17 października 1982 roku- w tej samej Izbie złożono przepis na bolońskie ragù.

*

Okolice Pescherie Vecchie to też historyczne sklepy, do których wstępuję po pamiątki do zjedzenia. W “Paolo Atti e Figli” przy Via Caprarie 7 kupuję słodkie ravioli nadziewane “musztardą” bolońską czyli konfiturą z pigwy i pomarańczy, a w La Bottega del Caffè- kawę “14 luglio” z lokalnej palarni.

*

W ścisłym centrum stoi kościół, który bardzo chcę zobaczyć. Właściwie, nie kościół chcę zobaczyć, a pewną rzeźbę. Chcę przekonać się czy można wyrzeźbić krzyk. Staję przed rzeźbą “Compianto sul Cristo Morto” w kościele Santa Maria della Vita i już wiem, że się da. Największe wrażenie robi zrozpaczona twarz Marii Magdaleny. Zresztą, oceńcie sami.

Bolonia na weekend
Rzeźba “Compianto con Cristo Morto” w kościele Santa Maria della Vita; Bolonia wieczorem

*

Naprzeciw kościoła, w portyku śmierci (wł. Portico della Morte) jest jedna z najstarszych bolońskich księgarni- Nanni. Mam słabość do książek (cykl #bibliotekaitalofila to nie przypadek). Jeśli ją podzielacie, wpiszcie na listę jeszcze jedną księgarnię- coop.Zanichelli- na Piazza Galvani.

Wracam na Piazza Maggiore i skręcam w Via D’Azeglio. To tu, pod numerem 15, mieszkał Lucio Dalla. Nad ulicą wiszą wersy z piosenki Cesare Cremonini Nessuno vuole essere Robin. Na pewno wrócę tu wieczorem, gdy będą zapalone.

Po przejściu przez ulicę D’Azeglio skręcam w prawo gdzie znajduje się butik z czekoladą Majani. Czekoladki w kształcie tortellini wydają mi się ciekawym prezentem, więc kupuję opakowanie.

*

Moim słowem przewodnim na ten rok jest #osiędbanie. Zakłada ono, między innymi, że czytam skład i świadome wybieram to, co jem i nakładam na skórę. Bolonia pozytywnie zaskoczyła mnie pod tym względem. Sklepy z ziołami i naturalnymi kosmetykami są na każdym kroku, nie brakuje też lokali z produktami organicznymi i fairtrade. Pierwszym takim lokalem jest Cafe de la Paix przy Via Collegio di Spagna. Jeśli ten temat jest wam bliski, zostawiam link do mapy na stronie Bologna is fair, z której korzystałam -> POBIERZ MAPĘ.

*

Wracam do hotelu żeby odpocząć i zostawić zakupy przed wyjściem na kolację, a że mam po drodze, zahaczam o najstarszy sklep w Bolonii- la Coroncina- przy via dell’Indipendenza 3. Moi znajomi śmieją się, że zawsze wiem, co w danym miejscu jest naj (-starsze, -dłuże, -szersze, -węższe). Mają rację, jutro na przykład przejdę przez najdłuższy i najwęższy portyk w Bolonii :)

W drodze do hotelu skręcam w via Piella. To tu znajduje się słynne okienko, przez które widać kanał. Przewodniki nazywają je “sekretem” Bolonii, ale powiedzmy to szczerze, żaden z niego sekret. Świadczą o tym chociażby grupki robiące sobie selfie. Niemniej jest to sympatyczne miejsce nazywane “Małą Wenecją” i pamiątka po czasach, gdy sieć bolońskich kanałów wspierała lokalne przedsiębiorstwa i międzymiastowy handel.

Bolonia na weekend

*

Wieczorem wracam do centrum w okolice Pescherie Vecchie i via D’Azeglio. Jest sobota, miasto tętni życiem. Ku mojemu zaskoczeniu wyhaczam w tłumie znajomego z Neapolu. Chyba nie myśleliście, że jak Kawa pojedzie w miejsce inne niż Neapol to nie znajdzie tam niczego i nikogo związanego z Południem? ;)

Gdy sklepy są zamknięte, a rolety spuszczone, miasto pokazuje swoje drugie oblicze- street artu tworzonego na drzwiach i witrynach. Zwiedzanie Bolonii ich śladem to pomysł na całkiem fajną wycieczkę tematyczną.

Bolonia na weekend
Bolonia- street art na zamkniętych witrynach sklepowych

*

Bolonia na weekend – niedziela

Po śniadaniu ruszam przez miasto, puste i pięknie rozświetlone słońcem. Wymarzona pogoda na długi spacer, a taki właśnie mam w planach. Wybieram się na wzgórze della Guardia z Sanktuarium Madonna di San Luca (Madonna św. Łukasza). Prowadzi do niego najdłuższy portyk składający się z- bagatela- 666 łuków, który zaczyna się przy Porta Saragozza. W jedną stronę mam do przejścia około 3,5 kilometra. 
Im dalej, tym bardziej mam wrażenie, że mój pomysł podziela pół Bolonii. Prawie wszyscy są w dresach i butach sportowych, widać to popularna trasa na poranny rozruch. Jej koniec to właściwie marsz w grupie.

Na wzgórzu wita mnie widok na ogromny kościół, na miasto i wzgórza otaczające Bolonię. Na skwerze odpoczywają grupki miejscowych, dosiadam się na krawężniku, wcinam kanapki i wygrzewam się w słońcu.

Bolonia na weekend
Bolonia- księgarnia Nanni; droga do sanktuarium Madonna di San Luca; zdjęcie 5- wnętrze sanktuarium

*

Schodzę do miasta w porze obiadu. Skoro niedziela to wymyśliłam sobie rosół, a konkretnie specjalność Bolonii- tortellini in brodo. Chciałam iść do Osteria dell’Orsa, miejsca, które Marta z “Wieszak na wybiegu” poleciła w swoim przewodniku po mieście. Niestety, kolejka wije się przez pół ulicy, a ja mam już w oczach głód i nie chce mi się w czekać. Finalnie wybieram Ca’Pelletti w pobliżu dwóch wież. Siadam przy dużym rodzinnym stole tuż obok… kłócącej się neapolitańskiej pary. Tak, nie pojechała Kawa do Neapolu, ale Neapol Kawę wszędzie znajdzie. Popijam wino, zajadam tortellini i gryzę się w język, by nie powiedzieć dziewczynie obok żeby nie zadawała pytań jeśli nie chce usłyszeć odpowiedzi, które pogrążają jej partnera.

*

Na poobiedni spacer wybieram się do dzielnicy żydowskiej. Widzę tu moje przyzwyczajenie do krakowskiego Kazimierza, pełnego ludzi i lokali, tętniącego życiem o każdej porze dnia i nocy. Spodziewam się czegoś podobnego, a dostaję ciszę i puste uliczki. Jeśli chcielibyście tu zajrzeć, zostawiam link do mapy dawnego ghetta (j. angielski) -> POBIERZ MAPĘ.

*

Przeszłam dziś trochę kilometrów i nogi powoli dają o sobie znać. Idę więc do herbaciarni- Mondo di Eutepia– którą poleciła mi koleżanka z Neapolu. Zamawiam zimową mieszankę, rozsiadam się na krześle i notuję to, co udało mi się zrobić i zobaczyć.
Jak wiecie lubię polować na różne “naj” ciekawostki, więc po wyjściu z herbaciarni idę na ulicę Senzanome (dosłownie “bez nazwy”) żeby zobaczyć najwęższy portyk Bolonii, który ma tylko 95 centymetrów szerokości.

Wieczór spędzam na Via del Pratello, ulicy barów i lokali z jedzeniem. Idealnej na aperitivo lub kolację.

Bolonia- portyki i najwęższy z nich przy via Senzanome

*

Kuchnia Bolonii i typowe dania, których warto skosztować

O Bolonii mówi się, że jest tłustą panią. Przyjechanie tu jesienią lub zimą to doskonały pomysł, bo lokalna kuchnia syci i przyjemnie rozgrzewa. Pellegrino Artusi, ojciec kuchni włoskiej, w książce “Włoska sztuka dobrego gotowania” dzieli się przepisem na tortellini, a o Bolonii pisze tak:

*

“Quando sentite parlare della cucina bolognese fate una riverenza, ché se la merita. È un modo di cucinare un po’ grave, se vogliamo, perché il clima così richiede; ma succulento, di buon gusto e salubre, tanto è vero che colà le longevità di ottanta e novant’anni sono più comuni che altrove.”

“Kiedy słyszycie o kuchni bolońskiej, okażcie jej szacunek, bo na to zasługuje. Jest to dość ciężki sposób gotowania, jeśli chcemy, ponieważ wymaga tego pogoda; ale soczysty, gustowny i zdrowy do tego stopnia, że ​​dożycie tam osiemdziesięciu i dziewięćdziesięciu lat jest bardziej powszechne niż gdzie indziej.”

*

Bolonia lubuje się w daniach mięsnych i świeżych makaronach. Na pierwszym miejscu jest kojarzona z sosem bolognese, który podaje się z makaronem tagliatelle (żadne tam spaghetti). Jest to ojczyzna tortellini podawanych m.in. w rosole, lazanii i mortadelli.
Jeśli chcecie skosztować czegoś mniej znanego, szukajcie w menu passatelli. Passatelli przygotowuje się z jajek, parmezanu, bułki tartej i przypraw i gotuje w wywarze mięsnym (z kapłona).
Typowe drugie danie, też mięsne, to kotlet po bolońsku (cotoletta Petroniana), najpierw smażony, a potem gotowany w wywarze.

Na słodko szukajcie tortu ryżowego (torta di riso- ryż gotowany na mleku, najczęściej z dodatkiem migdałów i cedru). Jeśli będziecie tu w okresie Bożego Narodzenia, szukajcie panspeziel (też: certosino di Bologna– ciasto z miodem, kandyzowanymi owocami i korzennymi przyprawami). Typowe dla Bolonii są wypieki z tzw. musztardą bolońską. Jadłam słodkie ravioli nadziewane nią, jest też pinza bolognese, która ma kształt zawijanego strudla. W sklepach z łatwością znajdziecie brazadela bolognese, nazywaną “twardym pączkiem”. To płaskie ciasto z mąki, mleka, cukru, masła i skórki cytrynowej.

Na mały głód polecam crescentine lub piadinę. Crescentine to poduszki z ciasta drożdżowego smażone na smalcu i podawane np. jako przekąska z deską wędlin i serów. Jeśli chodzi o piadinę, dwa miejsca, w które zajrzałam to: Piadineria San Vitale (via S. Vitale) i La Tua Piadina (via Borgonuovo).

Jeśli chodzi o wina, spróbowałam Sangiovese di Romagna DOC, a do domu przywiozłam wino z oznaczeniem Romagna Albana DOCG. W sklepach lub enotekach szukajcie też win ze znakiem Colli Bolognesi DOC czyli ze wzgórz pomiędzy Bolonią a Modeną. 

Bolonia na weekend

Informacje praktyczne (stan na styczeń 2020 r.)

Z lotniska do centrum Bolonii dojedziecie autobusem AEROBUS, który odjeżdża spod terminalu. Bilet kosztuje 6 EUR. Na lotnisku kupicie go tylko w automatach. Bilet u kierowcy kupicie, gdy odjeżdżacie z dworca na lotnisko.

Rzeźba “Compianto sul Cristo Morto” znajduje się w kościele Santa Maria della Vita. Bilet wstępu kosztuje 4 EUR. Godziny otwarcia: 10:30-18:30 (w poniedziałki zamknięte).

Bilet na wieżę Asinelli kosztuje 5 EUR. Kupicie go w punkcie informacji turystycznej na Piazza Maggiore. Bilet obowiązuje na konkretną godzinę.

Ciekawostki

W Bolonii przebywało i studiowało wielu Polaków, m.in. Mikołaj Kopernik (tablica pamiątkowa przy Via Galliera 65) i Adam Mickiewicz.

Pewien norweski turysta zafascynowany Bolonią postanowił przejść każdą ulicę starego miasta zaznaczając swoją trasę na mapie. Po włosku przeczytasz o nim TU.

Czy wiesz, że istnieje czasownik “sbolognare”? Dowiedziałam się o nim od Natalii z Włoskielove (polecam jej kanały wszystkim uczącym się włoskiego!)

 

Daj znać czy Bolonia jest na twojej liście miejsc do zobaczenia w tym roku! A jeśli już tam byłaś, podziel się wrażeniami :)

*

Zerknij na inne teksty z cyklu #solodoWłoch o tym jak:
– przygotować się do swojej pierwszej podróży solo;
– uczyłam się włoskiego w Rzymie;
– odczarowałam sobie Wenecję;
– dlaczego Bergamo to dobry pomysł na pierwszą podróż?
– #solodoWłoch wywiad z Magdą z bloga Pora Arbuza;
– zorganizować włoską podróż bez znajomości języka?
o strachu przed podróżowaniem solo.

Salutuję,

Kasia

*

Chcesz być na bieżąco? Zerknij na nasz profil:
* na Facebooku lub
* na Instagramie