Neapol w polskiej kulturze. Literacki przewodnik po mieście

Gdy jestem w Neapolu zawsze schodzę nad morze. Oglądam panoramę od Wezuwiusza przez Capri, która wyłania się z wody jak łeb krokodyla, po Palazzo Donn’Anna. Wychylam się przez mury Castel dell’Ovo. Uwielbiam patrzeć stamtąd na morze, zwłaszcza gdy słońce zachodzi i zalewa wszystko ciepłą poświatą. Tego nie da się podrobić. Tego nie można zobaczyć nigdzie indziej.
O tej zatoce Zygmunt Krasiński napisał: Neapol w literaturze

“(…) w tej zatoce jest coś nieopisanego, niewypowiedzianego,
patrząc na nią wieczorem, zda mi się, żem się dostał w lepsze
strony jakieś, w których ludzie nie cierpią i nie popełniają błędów”.
“Listy do Adama Sołtana”

*

Neapolu nie da się do niczego porównać. Ma własne, wyraziste oblicze, odmienne od innych włoskich miast.
Docierali tu tylko najwytrwalsi. Pisarze, poeci, których nie odstraszały trudy i koszty dalekiej podróży na południe.

To tu, na zamku Capuano, odbył się ślub per procura Bony Sforzy z Zygmuntem I, którego zastąpił kasztelan Ostroróg.
Byli tu Kołłątaj i Staszic, Mickiewicz i Słowacki, Asnyk i Kraszewski, Krasiński, Konopnicka, Staff, Reymont.
Tu wydano pierwszy włoski przekład “Quo Vadis?” Sienkiewicza.
Przez 45 lat ulicami Neapolu spacerował Gustaw Herling-Grudziński.
Dziś w SCC Napoli grają Milik i Zieliński, a w Casercie działa grupa teatralna “Fabbrica Wojtyla”, która nawiązuje do okresu, gdy przyszły papież grał w teatrze rapsodycznym.

To tylko ułamek tego, co łączy Polaków z Neapolem.
Ułamek, który zebrałam dla was przez ostatnie tygodnie i teraz zapraszam was na literacki spacer po mieście.

Neapol w literaturze – wstęp

Przyjeżdżano tu z różnych powodów.

Na początku, głównym motywem była twórczość Wergiliusza i natura, legendarne piękno zatoki neapolitańskiej. Odwiedzano głównie grób poety, Pozzuoli, Cumę i Capo Miseno. Poznawanie miasta, wysp i wybrzeża Amalfi długo nikogo nie interesowało.
Tak było z Mickiewiczem, który przyjechał do Neapolu w 1830 roku i zatrzymał się przy via Concezione 39. Pierwszeństwo dawał naturze a nie sztuce, dlatego skupił się na zwiedzaniu Posillipo, Pozzuoli, Bai, Miseno i jeziora Agnano.

Później w centrum zainteresowań znalazły się Pompeje i Herkulanum, a na końcu człowiek- neapolitańczyk.

Choć wydawać by się mogło, że podróżowała elita, która reprezentowała jakiś poziom kultury, to nie kto inny jak Polak- Stanisław Cienkowski- zostawił przy grobie Wergiliusza podpis ze swoim nazwiskiem. Tak, tak, bazgroły w stylu “tu byłem” to nie wynalazek naszych czasów…

*

Podróżowano z miłości (Zygmunt Krasiński odwiedził Neapol osiem razy z powodu Delfiny Potockiej, której rodzina miała willę, Palazzo Gallo przy via Chiaia) i myśląc o miłości, bo piękno otaczającej natury budziło potrzebę podzielenia się nim z bliską osobą.

“Znasz-li ten kraj?…
Ach, tu, o moja miła!
Tu byłby raj,
Gdybyś ty ze mną była!”
 Adam Mickiewicz “Do H*** Wezwanie do Neapolu”, Neapol, 1830

*

Za czym jeździmy do Neapolu dzisiaj? Większość turystów przyjeżdża na chwilę. Po pizzę i widoki, głównie te z Wybrzeża Amalfi.
Ale są i tacy, którzy ciągle wracają. Chcą zobaczyć jak najwięcej, ale nie na zasadzie “biegu na zaliczenie”. Na raz poznają mniej, ale dokładniej. A potem wracają po jeszcze. Bo gdy raz złapiemy wirusa napolifilii, szybko okaże się, że poznanie tego miasta to plan nie na jeden wyjazd, ale na resztę życia.

Neapol w literaturze – przewodnik po mieście i okolicach

Neapol w literaturze
Neapol w literaturze. J. I. Kraszewski

Neapol- pierwsze wrażenie

Jak to dobrze, że nie jestem znaną pisarką. Wtedy do historii przeszłoby, być może, moje pierwsze zdanie o Neapolu, które zapisałam w moim pamiętniku: “Przyjazd do Neapolu. Kosmos, pierwsze wrażenie: brud, smród…” Ha! Tego się pewnie nie spodziewaliście po kimś, kto pisze przewodnik po mieście? Ale taka jest prawda. Po raz pierwszy do Neapolu pojechałam sama, pierwszego dnia nałożyło się kilka trudnych sytuacji i obiecałam sobie, że moja noga nigdy więcej nie postanie w tym miejscu. Gdybym wtedy miała pod ręką książkę Bielatowicza to pewnie wyrzuciłabym ją do kosza ;)

“Neapol można pokochać tylko od pierwszego wejrzenia. […]
Rajski widok dostrzega się tylko z najwyższej galerii — z Capodimonte, Vomero i Posillipo.
Szare na białych fundamentach wyspy, jak pogrubione siedmiomilowe buty morskiego olbrzyma. […]
Tak wygląda na ziemi piękno, od którego boli serce.”

J.Bielatowicz “Passeggiata. Szkice włoskie”

Bliżej mi było do przestraszonego Władysława Reymonta. Biedak! Tamtego dnia rozumiałam go doskonale:

“Już na stacji wpadłem w taki szalony zgiełk i tłok, taka banda rozkrzyczanych ludzi dopadła mnie i moje walizy, że musiałem się cofnąć do poczekalni, aby przeczekać to pierwsze uderzenie.”

*

Do Neapolu przyjechałam z Rzymu. Szybko przekonałam się, że tego “stanu umysłu” nie da się porównać z niczym, co do tej pory znałam i widziałam.

“Co za różnica charakteru od Rzymu! krajobraz, lud, oblicza, głosy… farby… jakby z innego świata. Tam powaga ruin i majestat Romy, tu jakiś żywot bez wczoraj i bez jutra, doraźny, gorączkowy, szyderski, oprawny w najcudowniejsze ramy… a malowany barwy najżywszemi.”
J.I.Kraszewski “Kartki z podróży 1858-1864 roku” 

*

Pojechałam, jak Słowacki, nieprzygotowana. Dziś, gdy śledzę niektóre dyskusje o Neapolu w internetowych grupach, cieszę się, że nie przyszło mi do głowy pytać nikogo o opinię. Jak “tabula rasa” wchodziłam w to miasto nie skażona cudzymi uprzedzeniami, strachami i gustami. Wszystko, co piszę o tym mieście jest “moje”.

“Nigdy przedtem nie miałem wyobrażenia Neapolu — nie wiedziałem, jak ten Wezuwiusz stoi na straży z boku zatoki, otoczony u spodu białym wieńcem małych domków —
nie wiedziałem, że można mieszkać o 12 kroków od brzegu morskiego i mieć morze dziedzińcem [domu] swojego, a Wezuwiusz latarnią stojącą u bramy.”
Juliusz Słowacki w listach do matki

*

Może pierwsze wrażenie miasta byłoby inne, gdybym wynajęła nocleg z widokiem na morze, a nie obok budynku, gdzie w trzecim sezonie “Gomorry” pomieszkuje Ciro, jeden z głównych bohaterów? Nie wiem. Wiem za to, że pierwsze trudne doświadczenia są dziś moją mocną stroną. Pomagają mi w rozmowach z czytelniczkami na temat bezpieczeństwa kobiet podróżujących solo i lokalizacji noclegu. To, co wtedy było przekleństwem, zamieniłam w atut.

Słowacki za to wybrał lepiej. Zatrzymał się w hotelu Vittoria przy via Santa Lucia (dziś Nr 116, na budynku jest tablica pamiątkowa). W liście do matki pisze tak:

“Wystaw sobie brzeg zabudowany domami w kształcie wielkiej litery E, z przydaniem kaligraficznego ogonu pod spodem Ę: na szczycie tej litery stoi Wezuwiusz – na pierwszym ząbku latarnia morska – na niższym, drugim załamaniu się litery, naprzeciw Wezuwiusza, nasz dóm; cały zaś ogón ciągnący się dalej, zabudowany wielkimi domami zamieszkanej przez najmodniejsze figury, nazywa się Chiają. Wyjechawszy na morze, wykąsy brzegowe nikną i miasto wydaje się wielkim białym półksiężycem.”

Słowacki patrzył na Neapol jak na kolorową bańkę mydlaną rzuconą na brzeg. Coś kruchego i delikatnego, co może prysnąć pod wpływem sił natury. Głównie na skutek wybuchu Wezuwiusza, na który ochoczo się wtedy wspinano.

Wyprawa na Wezuwiusz

Po raz pierwszy stanęłam na Wezuwiuszu 23 października 2013 roku. To był upalny dzień, więc chciałam szybko wejść i zejść, by schować się w cieniu. Doliny spowiła lekka mgła, więc widziałam tylko zarys Neapolu i Wybrzeża Amalfi. Oczywiście, o zejściu do krateru nie było mowy. Nie to co w XIX wieku kiedy spacery na wulkan odbywały się także w czasie erupcji.

“Byłem na Wezuwiuszu podczas wybuchu i takem sobie oczy popsuł, że nie wiem, kiedy do miary swej przyjdą.
Ale prawda, że piękny byl widok: kitą dymu się odział i rozpuścił ją w poprzek nieba w kształt wiejących piór hełmu nad całą zatoką.
Księżyc to za nią się chował, a wtedy czarno i czerwono było na ziemi,
wtedy piekło, bo płomienie buchały z krateru, to zza niej się wychylał,
a wtedy cała przestrzeń słodką barwę czystego światła przybrawszy, wydawała się jako pole bitwy, na którym potęgi anielskie, dziewicze, szatana pokonały.
Co kilka minut taka odmiana następowała”.
Zygmunt Krasiński

Pierwszą, źródłowo poświadczoną, wyprawę na Wezuwiusz odbyli w 1655 roku wojewodzice Grudzińscy z jezuitą Wąsowskim. Trwała jeden dzień. Drogą przez Portici dotarli wozami do stóp góry, dalej konno i pieszo. Wspięli się do krateru, podziwiali jego głębokość i przeprowadzili doświadczenia z echem.

Na Wezuwiuszu byli Krasiński, Słowacki, Odyniec z Mickiewiczem. Ten ostatni przeżył to tak bardzo, że wkrótce po tym samotnie podjął podróż na Etnę. Odyniec w Listach z podróży napisał, że wulkan jest dla Neapolu jak sułtan, raz groźny, raz hojny; wszyscy się go boją i kochają jednocześnie.

Co trzeba było zrobić podczas takiej wyprawy? Zejść do krateru, rozpalić cygaro za pomocą ognia wulkanicznego, zebrać kawałki lawy i… ugotować jajko w popiołach.

“Zasiedliśmy na zwykłym miejscu, aby owe konieczne jaja pieczone na górze w gorących popiołach spożyć na pamiątkę odwiedzin.”
J.I.Kraszewski “Kartki z podróży”

Neapol w literaturze
Neapol w literaturze. A. E. Odyniec

Wizyta w Pompejach

Pierwsza część mojej wizyty w Pompejach to nieudolne próby spławienia natrętnego przewodnika oferującego swoje usługi. Mogłabym to zrozumieć, gdyby nie fakt, że miał już klientkę, starszą panią, która zapłaciła mu za indywidualne oprowadzanie. Żenująca amatorszczyzna, na którą wtedy nie umiałam odpowiednio zareagować. Dziś usłyszałyby mnie całe Pompeje. W końcu, pani się wkurzyła, zażądała zwrotu pieniędzy i poszła w swoją stronę. Choć nie była to moja wina, gdy spotkałam ją po jakimś czasie, podeszłam i przeprosiłam za tę sytuację.

*

W XIX wieku pozostałości miast robiły na przyjezdnych różne wrażenie. Na niektórych zbyt mocne (Antoni Odyniec musiał wspomagać się alkoholem, by nie popaść w melancholię).

Norwid pisał o ich kruchości,

“Wszystko mi tu łamkie, kruche,
Gdzie obrócę dłoń, ruina.
Wieją wiatry na posuchę,
Na posuchę iłknie ślina.”
Cyprian Kamil Norwid

Asnyk pokazywał je jako krainę szczęśliwości,

“W powietrzu pełno woni, ciepła, barw i blasku,
I błękit, przesiąknięty tem światłem gorącem,
Zda się lśnić niby pyłkiem złocistego piasku
I tęczowych iskierek połyskać tysiącem.
W tym ciepłym oświetleniu żywa drzew zieloność,
Przyjmując połysk złoty na szmaragdy swoje,
Harmonijnie w błękitną spływa nieskończoność.
Gaje, błonia i wzgórza, i przejrzyste zdroje,
Pełne uśmiechu szczęścia i rozkoszy dreszczu,
Wdzięczą się jak Danae w złotym bóstwa deszczu.
Wszystko płynie weselem, wszystko tchnie rozkoszą,
Czarem młodego życia i wiośnianych rojeń
I miłosne marzenia pierś ziemi podnoszą
Żądzą namiętnych wzruszeń i słodkich upojeń.”

a Słowacki olał

“Ale czy uwierzysz, droga, że Herculanum i Pompeja nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia.
— Chodziłem po ulicach Pompei z cygarem w zębach jak po spalonej wiosce.
Uliczki małe, brukowane przed wiekami, z dwóch stron grobowce i domki bez dachów
i sufitów, uróżowane jak stare kobiety szczątkami czerwonych malowideł.”

Capri

Nie znalazłam w polskiej poezji śladów ani mojej ulubionej Procidy ani Ischii. Wszystko wskazuje na to, że jedyną “must see” wśród wysp długo była Capri.

Leopold Staff, który tak jak ja kochał Tatry, porównał wyspę do nich:

“Na morzu wyspa górska: miniatura Tatr,
Jeno że Morskie Oko, miast w środku, jest wokoło
I miast smreczków – tyrsami winnic wstrząsa wiatr,
Jak niewidzialny tancerz, co pląsa wesoło.(…)”

Teofil Lenartowicz nazwał wyspę “sercem Italii”, a wpłynięcie do błękitnej groty porównał do płynięcia w niebiosa.

Maria Konopnicka, której podróżnicze ochy-achy i omdlenia z zachwytu były obce, zwróciła zaś uwagę na surowość wyspy:

“Capri? Widziałam. Świat tam wykuty ze skały.
Brzeg dziki, poszarpany, samotny i pusty.
Półnagi, skrawym szmatem przewiązany chusty,
Rybak z portu Careny ogień pali mały.
Trzeszczą kolczaste suchych aloesów chrusty,
Gruby liść żarem tleje, jak papyrus biały,
Na którym dawne wieki ze wstrętem spisały
Tyberiuszowej krwawy pamiętnik rozpusty.(…)”

Capri, dla wielu, to przykład ziemskiego raju, ale i rajem można się znudzić. Antoni Słonimski pisał o wyspie w podobnym tonie, jak Słowacki o Pompejach, ze znużeniem:

“Trzy dni na Capri – o, wszak to niedużo.
Lecz jak się długo można bawić różą?
Wyspa mi więdnie jak kwiat pod nogami,
Chociaż słońce zachodzi, lecz ciągle jest z nami.”

*

Jak widać, to, co jednych zachwyca, dla innych nie wyróżni się niczym specjalnym. Nawet sielanka Capri może zanudzić, jeśli to nie tego akurat szukamy.

Neapol w literaturze
Neapol w literaturze – Capri, Leopold Staff

Neapol w literaturze – zwiedzanie miasta

Zanim poznałam Alfonso, spędziłam sama miesiąc w Neapolu. Wydawało mi się wtedy, że znam miasto “bardzo dobrze”. Dziś, kilkanaście wyjazdów później wiem, że więcej jest miejsc, których nie widziałam niż tych, które odwiedziłam.
Turystyczna lista “must see” jest mocno okrojona. Można się nią zadowolić i uznać, że widziało się wystarczająco. Można też ciągle szukać, czytać i dopytywać. Wtedy okazuje się, że miasto jest skarbcem bez dna. Jedynym kluczem do niego jest ciekawość.

*

Za tę ciekawość cenię Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który mieszkał tu przez 45 lat. Znał nie tylko stare legendy neapolitańskie, ale sam też schodził ze swojej bogatej dzielnicy w dół, w zaułki Quartieri Spagnoli, Forcelli i Sanità.
Gdy pierwszy raz oprowadzał mnie Valerio, chłopak z Couchsurfing, wskazując w górę na Vomero powiedział: “A wiesz, że oni tu nie schodzą? Żyją w swoim świecie i patrzą na nas z góry.” Herling-Grudziński schodził. Jego obraz Neapolu jest najpełniejszym w polskiej literaturze.

*

Poeci i literaci w Neapolu odwiedzali najczęściej centro storico z kościołem św. Klary i katedrą, dzielnicę Chiaia, spacerowali po via Toledo. Józef Kremer, który spędził w Neapolu pięć tygodni szczególnie upodobał sobie muzeum archeologiczne, które odwiedzał prawie codziennie.

“Po wrzawie i tumulcie miejskim ten klasztor (Certosa San Martino) robi wrażenie miłe nieziemskiego ukojenia (…) Siedliśmy tu, aby Neapol ów śliczny pożegnać… raz jeszcze powieść okiem po górach… z tą myślą smutną, że się go pewnie drugi raz w życiu nie zobaczy. Z tego balkonu mogliśmy, biegnąć wzrokiem po budowach i okolicy, policzyć cośmy tu widzieli… i przekonać się, że wiele nie mogliśmy zobaczyć. Główny cel wszakże był dopięty- zwiedzone muzea pompejańskie, odkopane miasta i katakomby. Jedna karta dziejów żywiej teraz stała w oczach; uprzytomniła się szczątkami, których widzenia żaden opis, żaden obraz, żaden rysunek najwierniejszy zastąpić nie może…”
J.I.Kraszewski “Kartki z podróży 1858-1864 roku”

*

Poeci i literaci zatrzymywali się najczęściej w centrum, w hotelach, z których blisko było nad morze. Słowacki w hotelu Vittoria przy via Santa Lucia (dziś Nr 116),

“Zalecam, także […]
mieszkanie nad golfem
Na świętej Łucji… a jeśliś bogatym,
Jeśli ci kura złote nosi jaja,
Mieszkaj przy Villa Reale na Chiaja.”

a Sienkiewicz przy via Partenope. Tablicę pamiątkową z jego pobytu w 1894 roku zobaczycie na dzisiejszym Royal Continental Hotel.

*

Długo postrzegano Neapol jako arkadię. Miejsce, gdzie zmęczony tułaczką podróżny mógł odpocząć i nacieszyć oczy. Ten obraz zmienił się po wojnie. Powojenna Italia, a zwłaszcza Neapol, to już nie arkadia. Coraz większą uwagę zwracano na problemy społeczne.

Tadeusz Różewicz miał przyjechać do Włoch po to, by obalić mit włoskiego raju. Kiepsko wybrał, bo Neapol po wojnie był miastem biednym i zniszczonym. Nie trzeba było się starać, by ten mit obalić. Zamieszkał niedaleko dworca głównego w Albergo Fiore, polskim hotelu prowadzonym, do lat 70. przez Józefa Kowalczyka, żołnierza Armii Andersa.

O samym Albergo Fiore napisał Zbigniew Herbert w eseju “U Dorów”.

*

“Próbowałem przekonać go o artystycznych walorach ciszy. Daremnie. Są przecież estetyki oparte na hałasie. Użyłem więc argumentu terrorystycznego. „Posłuchaj, Neapolu. Wezuwiusz nie śpi. Jeśli któregoś dnia odezwie się podziemny grzmot, zapowiadający katastrofę, nikt tego nawet nie usłyszy.
Pomyśl o losie Pompei. Nie mówię, oczywiście, żebyś naśladował jej grobowy spokój — to byłaby przesada, ale trochę umiaru, który tak zalecał Perykles. Używam tego nazwiska nie bez powodu. Sam wiesz, że jesteś granicznym miastem Wielkiej Grecji”.

Tylko dwa miejsca, w których było względnie cicho, to muzeum Capodimonte i winda w „Albergo Fiore”. Muzeum położone jest na górze w rozległym parku. Szum miasta dochodzi tu jak głos starej płyty. (…)
Winda w „Albergo Fiore” także była dziełem sztuki. Obszerna jak mieszczański pokój, z wymyślnymi złoceniami i lustrem. Kanapa obita, oczywiście, czerwonym pluszem. Szedł ten salon do góry wolniutko, wzdychając po drodze za XIX wiekiem.

W „Albergo” zamieszkałem z patriotyzmu (u rodaka) i z wyrachowania (tanio). Właściciel nazywał się Signor Kowalczyk. Miał jasne włosy i otwartą słowiańską twarz. Wieczorem, przy winie, rozmawialiśmy o zawiłościach wojennych losów, wadach Włochów, zaletach Polaków i wpływie makaronu na duszę. Zaraz pierwszego dnia zwierzyłem mu się ze swoich marzeń o Sycylii. Signor Kowalczyk pogrzebał w szufladzie, wydobył nie wykorzystany przez któregoś z turystów bilet do Paestum i ofiarował mi wielkodusznie.
Paestum to nie Syrakuzy, ale zawszeć Wielka Grecja.

Bez żalu pozbyłem się perspektywy zwiedzenia Lazurowej Groty. Capri, „tę wyspę kochanków”, znałem dokładnie z uroczej przedwojennej piosenki i nie chciałem psuć wrażeń konfrontacją ideału z rzeczywistością. Okazało się, że do Paestum warto pielgrzymować nawet piechotą.”

Neapolitańczycy

Jest w Neapolu coś, co fascynuje mnie na równi z jego historią i kulturą. Jego mieszkańcy. Wspominałam już o nich w tekście o książce Luciano De Crescenzo i porównywałam do górali.

Na początku, gdy byłam tam sama, a o znajomości dialektu nie było mowy, ich zachowanie było dla mnie albo źródłem stresu albo zmęczenia. Stresu, bo nie wiedziałam czego chce ode mnie venditore ambulante, który dołączył do mnie na spacerze, coś krzyczał i machał mi przed twarzą pękiem skarpetek. Zmęczenia, bo jestem introwertyczką i w podróży zawsze przychodzi taki moment, gdy nadmiar bodźców mnie męczy i potrzebuję chwili ciszy. W Neapolu taki moment przyszedł… po godzinie.

*

Moje pierwsze wrażenie mogłabym przyrównać do tego, które Józef Kremer opisał w “Podróżach do Włoch”:

“Byłżeś kiedy, czytelniku cny, na jednej z najludniejszych ulic Paryża lub city Londyńskiej, zwłaszcza w czasie jakiegoś niezwykłego ruchu, gdy bruki wezbrały ludzkim tłumem, niby żywemi falami; gdy krzyki, wołania, śmiechy unosiły się na ciżbą w powietrzu, niby brzęk rojącego się ulu? Otóż wiedz, że to wszystko furda i żarty obok strady Toledo w Neapolu. Gdy wejdziesz w tę ulicę, zapoznasz się za życia, jakby z piekłem Dantego. Ktoś rzekł, czy napisał, że cudzoziemiec każdy, stanąwszy pierwszy raz na Toledo, przysiągłby, ze tu rewolucyja w najwyższej potędze; mnie się zaś zdałby jak gdyby kilka tysięcy waryatów, jednym zamachem wyrwawszy się z czubków rzuciło się na ulicę szałem bezprzytomnym, rozhukanym. Czujesz się wśród tych opętańców jakby sam opętanym, zdaje się, jakby tu wszystkich ukąsiła tarantula.”

*

Neapolitańczycy nie lubią ciszy. Kojarzy się im z czymś niepokojącym. Rozmawiają jakby krzyczeli. Skala dźwięków- wrzasków, śmiechów, klaksonów, muzyki- która tu obowiązuje, przerasta wyobrażenia. Najwięcej wrażeń na temat mieszkańców miasta dotyczy właśnie ich hałaśliwego sposobu bycia.

Kraszewski wspomina: “Dla nawykłych do ciszy chodzącego zegara życia ludzi Północy ta wrzawa w początkach jest odurzającą”, a Odyniec w “Listach z podróży” pisze:

“A jeśli jeszcze do optyki dodasz akustykę, to jest jeżeli zechcesz
wyobrazić ciągły szum fal z dołu od morza, a ciągły turkot i gwar
z góry od miasta, zlewające się w jeden akord w uchu spektatora,
to będziesz miał przez imaginację tę samą sensację, cośmy miewali
codziennie od rana do nocy.”

Józef Kremer przyrównał neapolitańczyków do dzieci: “Nabrałem przekonania, że jak u małych dzieci, tak też u tego ludu krzyk jest potrzebą fizyczną, warunkiem zdrowia.”

Nic dziwnego, że do planu podróży dość szybko dopisywano szukanie ciszy w Pompejach i Sorrento. Ja też tak zrobiłam, choć- za pierwszym razem- średnio mi to wyszło. W Pompejach musiałam zbywać natrętnego przewodnika, a chcąc jechać do Sorrento… pomyliłam pociągi i zajechałam do Poggiomarino. Dopiero z czasem przekonałam się, że cisza w Neapolu jest- czeka na tych, którzy zbaczają z głównych dróg i odkrywają przypadkiem jego ukryte ogrody.

*

Co jeszcze, poza krzykiem i machaniem rękoma, zwróciło uwagę polskich podróżników? Życie toczące się na ulicy i religijność neapolitańczyków.

Lubię spacerować po dzielnicy Sanità. Zwłaszcza latem, gdy drzwi i okna bassi są otwarte na oścież, by wpuścić do środka trochę światła. Raz wynajęłam tam mieszkanie. “Secondo vicolo” czyli drugiego zaułka, gdzie się znajdowało, nie było nawet na mapie Google. Odprowadzała mnie neapolitanka, która sama nie znała trasy. Weszłyśmy do otwartego basso i zapytałyśmy o drogę. Pan wyszedł, by ją nam pokazać. Zauważyła to jego sąsiadka z góry i włączyła się do dyskusji pokazując gestami drogę z balkonu, a potem śledząc, czy aby dobrze idę.

Sanità to jedno z tych miejsc, gdzie zobaczycie Neapol autentyczny, bez filtrów. Właśnie dlatego zależało mi, by choć na chwilę tam zamieszkać.

*

Stanisław Grzybowski w “Trzynastu miastach” pisze:  “Życie toczy się tu na ulicy od wieków; zmieniają się niektóre akcesoria, ale nie tłum.”

Michał Wiszniewski w “Podróży do Włoch, Sycylii i Malty” zaś tak opisuje neapolitańską ulicę:

“Nie ma może drugiego na świecie miasta, które by lud tak używał do swych potrzeb i przyjemności jak Neapol.
Na ulicach od rana do późnej nocy ciągle wrzeszczą, śpiewają neapolitanę, gotują, szyją i kują. Przy każdym sklepie siedzą rzemieślnicy, stolarze, krawcy, szewcy, szwaczki, a każde z nich zatrudnione robotą.
Ten kuje na ulicy rozpalone żelazo, drugi kraje skórę itd.,
nie zważając nic na tłok i powozy, które tu po wszystkich ulicach ciągle przewijają się.”

Co ciekawe, to co dziś przyciąga uwagę turystów czyli rozwieszone nad ulicami pranie, długo postrzegano jako dowód niechlujności mieszkańców i powód zawilgocenia miasta.

*

Czy neapolitańczycy są religijni? Można odnieść takie wrażenie oglądając kapliczki na każdym rogu ulicy, ale to wiara wymieszana z zabobonami. Nawet gdyby odjąć wszystkie przesądy, adopcje czaszek etc. i zostawić to, co nam znajome- kościelne nabożeństwa- to nie jest to coś, do czego przywykliśmy. Neapolitańczycy wchodząc do kościoła witają się, obejmują i całują w policzki ze znajomymi. Czasem zagadają się tak, że nie zauważają księdza wchodzącego na ołtarz, dopóki ten się nie odezwie.
Dobrze podsumował to Józef Kremer w “Kartkach z podróży”:

“W Neapolu pobożność niczym smutnym i ponurym się nie cechuje; jest ona, można rzec, obrazem tego jasnego nieba, tego morza błyszczącego, tej Kampanii szczęśliwej, które lud ma ciągle przed oczyma. […] Jemu potrzeba kościołów pełnych światła, od marmurów i złota lśniących.”

*

Ktoś, kto jedzie do Neapolu pierwszy raz albo niezbyt uważnie obserwuje to, co się dzieje, szybko odniesie wrażenie, że neapolitańczycy są głośnymi wesołkami, którzy nie mają nic do ukrycia. Ale to nieprawda. Życie mieszkańców, owszem, toczy się na ulicy, przy otwartych drzwiach i oknach, ale to, co naprawdę ważne jest schowane przed wścibskimi oczyma.

“Miasto jest w pełni zrozumiałe i dostępne tylko dla tych, których łączy powinowactwo krwi z tą przestrzenią. Trzeba się urodzić neapolitańczykiem, żeby móc odczytać tę przestrzeń, trzeba mieć powiązania rodzinne, by zakorzenić się w tym miejscu. Nie obowiązuje tu zasada miejskiej adopcji, długoterminowego zasiedzenia. Obcy na zawsze pozostanie Obcym.
Otacza się go szacunkiem, sympatią, ale nigdy nie uchodzi on za Swego.”
A. Achtelik “Sprawcza moc przechadzki…”

*

Możemy więc swobodnie założyć, że zobaczymy tu tyle, ile pozwoli się nam zobaczyć. Ja chłonę ile się da, cieszę się tym, wracam po więcej. Doświadczam, smakuję, zachwycam się i wkurzam, dziwię, oburzam, wzruszam, coraz głośniej mówię, coraz zamaszyściej gestykuluję, nie próbuję wszystkiego zrozumieć, akceptuję jakie jest. Aż pewnego dnia zauważam, że nie ma już tamtej przestraszonej Kasi, która chciała schować się przed światem, bo przeraził ją chaos, hałas i niezrozumiały język.
Tylko Neapol mógł zrobić ze mną coś takiego!

Książki o Neapolu
Neapol w literaturze, Kazimierz Przerwa-Tetmajer

*

Nie wychodź bez pożegnania:) Zwłaszcza, jeśli skorzystasz z tego tekstu. Poświęcam dużo czasu na to, by tworzyć rzetelne treści i jeśli są one dla ciebie przydatne, powiedz mi o tym.
Zostaw komentarz, podziel się linkiem ze znajomymi lub poleć naszą stronę komuś, kto właśnie wybiera się do Neapolu. Grazie mille!

A presto!

 

 

Korzystałam z książek:
– H. Barycz “Podróże polskie do Neapolu w wiekach XV-XVIII”
– T. Wilkoń “Nimfy oko błękitne”
– A. Achtelik “Sprawcza moc przechadzki, czyli polski literat we włoskim mieście”
“Genius Loci w kulturze europejskiej: Kampania i Neapol”
– J. I. Kraszewski “Kartki z podróży 1858-1864 roku”
– J. A. Szczepański “Podróż do ziemi greckiej z Neapolu śladami Juliusza Słowackiego”

Neapol- nasz przewodnik:
1– Muzeum Sansevero i Chrystus spowity całunem
2– Najbardziej znane pizzerie w Neapolu
3– Castel Sant’Elmo i Certosa San Martino
4– Cmentarz Fontanelle
5– Kościół Gesu Nuovo i klasztor św. Klary
6– Marechiaro
7– Podziemny Neapol
8– Tunel Burbonów
9– Teatr San Carlo
10– Neapol śladami Gustawa Herlinga-Grudzińskiego
11– Neapol śladami ojca Dolindo Ruotolo
12– Kulinarny przewodnik po Neapolu
13– Wyspa Gaiola i plaże w Neapolu
14– La farmacia degli Incurabili
15- Donnaregina Vecchia i Donnaregina Nuova
16– Katakumby San Gennaro i San Gaudioso
17– Święty January i jego cud
18- Co warto kupić w Neapolu?

Inne wpisy dotyczące Neapolu:
Relacja naszej czytelniczki z jej pierwszego wyjazdu do Neapolu
Neapolitańczycy okiem Luciano de Crescenzo
Czy Neapol jest bezpieczny dla kobiety podróżującej solo?
Neapol od kuchni- przepisy
Książki o Neapolu

Jeśli chcesz pozostać na bieżąco, zerknij na nasz profil:
* na Facebooku lub
* na Instagramie.

Neapol w literaturze Neapol w literaturze Neapol w literaturze

Neapol w literaturze Neapol w literaturze Neapol w literaturze Neapol w literaturze